Ponownie podszedł i zapalił knot. Cipa była już porządnie zalana zastygłym woskiem, ale nie zamierzał na tym poprzestać. Wyjął świecę z buchającej żarem pizdy i ponownie zaczął skrapiać gorącymi kroplami niegrzeczną córeczkę. Dziewczyna wiła się niczym kotka.
- Chcesz coś powiedzieć? - zapytał zatrzymując się na wysokości jej głowy.
Skinęła głową, że chce.
- To mów, tylko się streszczaj. Maksymalnie cztery słowa.
- Nie przestawaj tatusiu. Proszę.
- Brawo. Cztery słowa i ani jednego więcej - ponownie uderzył ją w twarz otwartą dłonią.
Głowa lekko odchyliła się w lewą stronę, a z ust dziewczyny dobiegło go błogie westchnienie.
- Dziś zabiorę cię do nieba suczko - kolejne uderzenie nadeszło z lewej strony i jej głowa poleciała w drugą stronę.
Zacisnęła mocno nogi, ale nie zdołała ukryć kolejnej fontanny soków, które cisnęły się na zewnątrz jej dziury.
Podniecało go to coraz mocniej. Wsadził świecę w pizdę i podszedł do walizki, szukając wcześniej upatrzonego przedmiotu. Wyjął klamerkę i zacisnął jej na nosie, zostawiając jej możliwość oddychania wyłącznie ustami.
- Jeśli jeszcze raz zgasisz świecę dostaniesz karę - powiedział powoli i dobitnie podkreślając każde słowo.
- Tak tatusiu.
- Nie pozwoliłem ci się odzywać - syknął i szarpnął za łańcuszek naciągając nabrzmiałe cycki w górę.
- Tak tatusiu.
- Ja ci kurwa dam tatusia - jego głos był wyraźnie zdenerwowany - milcz córeczko, bo stracę kontrolę - to mówiąc wsadził kutasa w usta dziewczyny i zaczął ją mocno posuwać. Jednocześnie prawą ręką chwycił rozpaloną świecę i zaczął ją ruszać. Dobijał na przemian raz członkiem raz świecą do samego dna jej gardła i cipy. Po kilkunastu sekundach wyjął kutasa z ust pozwalając jej zaczerpnąć powietrza, którego zaczynało jej powoli brakować. Nie przestawał jednak ruszać świecą. Ponownie zapchał jej usta i ponownie dobijał do samego końca. Ciało dziewczyny wyginało się w łuk na tyle, na ile pozwały jej więzy. W pewnym momencie świeca, którą trzymał wyślizgnęła mu się z dłoni i upadła na podłogę. Wyszarpnął członka i uderzył ją w twarz.
- To przez te twoje cholerne soki.
Podszedł spokojnie i podniósł złamaną na pół świecę. Odłożył ją i przystanął obok oddychającej z trudem córeczki. Wsadził palec w jej cipę.Chlupotało tam niczym w studni. Kciukiem przycisnął pulsującą łechtaczkę i wsunął ponownie palec do środka. Delikatnie i z wyczuciem doprowadził ją do tego, że z jej rozpalonej dziury znowu trysnęła fontanna soków. Tym razem nie poleciała ona na ścianę lecz na jego tors. Nic nie mówiąc usiadł w mokrym fotelu i zamknąwszy oczy chłonął jej smak i zapach. Po kilku, może kilkunastu minutach wstał i poszedł do łazienki. Dało się słyszeć jak napuszcza wody do wanny i po chwili poczuła jak puszczają więzy. Nie miała jednak siły na jakikolwiek ruch. Leżała bezwładna, bezwstydnie rozłożona i zaspokojona. Mógł z nią zrobić wszystko. Tymczasem On zaczął delikatnie kruszyć zastygły wosk na jej ciele. Kawałek po kawałku. Każdy dotyk sprawiał, że jej ciało przeszywały tysiące rozkosznych igiełek. Gdy skończył, wziął ją na ręce i zaniósł do wanny. Kąpiel była niczym balsam dla jej zmęczonego ciała. Pozwoliła się umyć dokładnie w każdym miejscu jej ciała. A gdy wyjął ją z wody, objęła Go za szyję i pozwoliła się zanieść do łóżka. Nie wycierał jej, lecz taką wilgotną od kropel wody okrył kołdrą, sam kładąc się obok. Zasnęli otuleni zapachem stopionego wosku, jej soków, którymi było skropione pół pokoju i mydła, którym został umyta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz