Miesiąc czasu minął jak z bicza strzelił. Jadąc na dworzec zastanawiał się czy będzie na niego czekać. Nerwowo spoglądał na zegarek, klnąc w duchu na miejskie korki. Zostało mu niecałe dwadzieścia minut, a od dworca dzieliło go jeszcze pół miasta. Telefon milczał jak zaklęty. Już nie pamiętał kiedy otrzymał ostatnią wiadomość od swojej córeczki. Za oknami powoli zapadał zmierzch i zapowiadało się, że znowu spadnie śnieg. Podkręcił klimę na grzanie i ruszył spod świateł. W myślach układał sobie, jak będzie wyglądało ich ponowne spotkanie. Nie dopuszczał przecież myśli, że mogłoby jej nie być. Znowu spojrzał na zegarek. Dziesięć minut. Gdzieś z boku jakiś kierowca nie wytrzymał i zaczął trąbić na poprzednika, że zaspał na światłach i nie ruszył od razu na zielonym. Gdzieś w tym wszystkim była ona. Jego przybrana córka. Kto wie, może czeka tam zmarznięta, a może jest wilgotna i gotowa. W ogóle nie zwracał uwagi na inne piękne kobiety, które przemykały po chodnikach. Jeszcze nigdy nie czuł takiego głodu jak dziś. Sam się sobie dziwił. Nie zauważył nawet jak jadące przed nim auto zaczęło hamować...
Uderzenie nie było zbyt silne, ale jednak nastąpiło. Włączył światła awaryjne i wysiadł na zewnątrz. Z uderzonego pojazdu wysiadła drobna i nie kryjąca zdenerwowania blondynka. Tego się nie spodziewał. Stanął jak wryty. Gdy podniosła oczy i ujrzała jego wyraz twarzy, roześmiała się w głos i z okrzykiem "tatusiu" rzuciła mu się na szyję. Nie oponował i objął dziewczynę chłonąc jej zapach. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ich auta stoją na środkowym pasie i blokują ruch.
- Wystarczy - delikatnie odepchnął ją od siebie - musimy zjechać z ulicy.
- Tak tatuś - przytaknęła ochoczo i wsiadła do auta.
Wrócił do wnętrza swojego samochodu wciąż czując jej zapach. Uruchomił silnik i ruszył za nią. Ujechali około trzystu metrów, zanim znaleźli dogodne miejsce dla dwóch aut na poboczu. Wysiadł ponownie i ruszył obejrzeć szkody. W jej aucie nic poważnego się nie stało, natomiast on miał pęknięte oba reflektory i lekko pogiętą maskę.
- Mocno uszkodzone? - dał się słyszeć jej głos.
- Da się jechać skarbie. Nic się nie stało. A tak na marginesie to dokąd jedziesz?
- Już zapomniałeś? - spytała - jadę na dworzec. Właśnie za chwilę mam spotkanie z tobą.
- Prawda - roześmiał się sprawdzając godzinę - masz całkowitą rację.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował.
- Cieszę się, że cię widzę córeczko - powiedział.
- Ja też się cieszę tatusiu - szepnęła i jeszcze mocniej wtuliła się w niego - bardzo mi ciebie brakowało.
powiem krótko-genialnie mi sie czytało. słowa niby każdy zna, ale nie każdy umie je układac. masz dar, czego zazdroszczę
OdpowiedzUsuńautoportretodczuwalny.bloog.pl
powiem krótko i zwięźle-nie ma za co:)
OdpowiedzUsuń