Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 22 grudnia 2011

Wieczór pełen wrażeń...

Wyjął niewielką buteleczkę z substancją w kolorze żółtym i delikatnie ją odkręcił. Następnie rozlał płyn na brzuchu dziewczyny. Dało się słyszeć ciche westchnięcie.
- Spokojnie - powiedział - zaraz poczujesz coś innego niż chłód.
Rozmasował płyn na jej brzuchu i piersiach. Skóra zaczęła się robić wyraźnie czerwona.
- Zimno? - spytał.
- Tak tatusiu.
- Nie bój się, za dziesięć minut przestanie - to mówiąc wyszedł do łazienki umyć dłonie, gdyż nie zależało mu, by substancja dostała się do jej pochwy.
Gdy wrócił zobaczył wijącą się dziewczynę. W miejscach więzów widać było czerwone i ślady. Podszedł i pogładził ją po twarzy. Wyjął sporych rozmiarów świecę i zapalił knot i już po chwili gorące krople wosku zaczęły kapać na jej ciało. Każda kropla trafiała dokładnie we wcześniej upatrzone przez niego miejsca. Zaczął od szyi i poruszając się w dół poprzez piersi, łono, kończąc na zewnętrznej stronie stopy. Po dwudziestu minutach jej ciało było już pokryte warstwą zastygłego wosku. Nie gasząc świecy wsadził ją do połowy do pochwy, która aż się prosiła o rżnięcie. Gorące krople wosku kapały dokładnie na wzgórek łonowy. Uśmiechnął się i chwycił za łańcuszek łączący klipsy na piersiach. Pociągnął z wyczuciem i patrzył jak się kołyszą. Zastygły wosk lekko się pokruszył, ale nie odpadł. Piersi falowały w rytm podnieconego oddechu. Z jej ust nie słychać było słowa skargi. Szybko się uczyła. Podszedł do jej głowy i wsadził kutasa w usta. Teraz mogła oddychać tylko nosem, co przy takim mocnym podnieceniu było dość trudną czynnością. Przy kolejnym ruchu w jej gardle poczuł, że jego córcia chce coś powiedzieć. Wyciągnął nabrzmiałego penisa pozwalając jej na złapanie oddechu i wtedy usłyszał nieartykułowany okrzyk. W tym samym momencie z jej pizdy trysnęła fontanna soków gasząc wsadzoną świecę.
- No no - powiedział z dumą - zuch dziewczynka - to mówiąc uderzył ją w twarz...

sobota, 19 listopada 2011

Wieczór pełen wrażeń.

Gdy tylko weszła do pokoju od razu zauważyła zmiany. Dreszcz podniecenia przebiegł jej po kręgosłupie.
- Podejdź tu - powiedział.
Podeszła bez słowa sprzeciwu, a ciekawość rosła z sekundy na sekundę. Jednym ruchem zrzucił z niej ręcznik odsłaniając jej nie do końca wytarte z kropel ciało.
- Połóż się - wskazał jej ławę - głową w stronę lustra.
Położyła się na plecach i spokojnie czekała na kolejne polecenia. Jej głowa lekko wystawała poza ławę, lecz właśnie o to mu chodziło.
- Ręce wzdłuż ciała - mówiąc to chwycił jedną z linek i przywiązał do prawego nadgarstka. Po chwili to samo zrobił z lewym. Przyjrzał się jej z widocznym zadowoleniem i pogładził jej brzuch i piersi. Następnie chwycił ją za brodę i otworzył kciukiem jej usta. W panującym półmroku dało się słyszeć mruczenie zadowolenia. Przymknęła oczy czekając na rozwój wydarzeń.
Stanął przy jej głowie i wydał polenie:
- Podnieś nogi i podaj mi je tutaj.
Z pewnym trudem uniosła nogi do góry, które dosięgnął i przytrzymał pewnym chwytem. Następnie przywiązał jedną z linek do lewej kostki, by za chwilę to samo zrobić z prawą. Zaczął naciągać linki do momentu, gdy jej pośladki były już w górze, a jej rozgrzana do czerwoności dziura stała się widoczna nawet dla niej samej.

- Pięknie - powiedział spokojnie - jak ci się podoba?
- Bardzo mi się podoba tatusiu - powiedziała cicho. Otworzył walizkę i wyjął czarną opaskę.
- Podnieś głowę - rozkazał po czym zawiązał jej oczy. Teraz zdana była tylko na zmysł słuchu, smaku, powonienia i dotyku. Jej oddech wyraźnie przyśpieszył. Nie widząc swojego Pana trwała w tej dziwnej pozycji, wypięta dupskiem bezwstydnie w Jego stronę i czekała co ten dzisiejszy wieczór przyniesie.
Zadowolony z siebie otworzył walizkę i zaczął przebierać w gadżetach o których nawet ona nie miała jeszcze pojęcia. Wyjął klipsy i zacisnął na jej nabrzmiałych sutkach. Dało się słyszeć jej syknięcie. Pogładził jej wewnętrzną stronę ud, od czasu do czasu, niby od niechcenia dotykając pulsujących dziurek. Nie śpieszył się nigdzie. Była dziś tylko jego. Wyjął powoli ulubiony pasek i zadał pierwsze uderzenie. Widoczny dreszcz targnął jej ciałem lecz więzy trzymały mocno i nie miała zbyt wielkiego pola manewru. Podszedł i pogładził ślad na jej pośladku. Po chwili uderzył ponownie, używając tym razem więcej siły. Podszedł do jej głowy i nachylił się nasłuchując jej oddechu. Milczała, lecz oddech mówił wszystko. Podobało się jej, a to było ważne. Wyprostował się i uderzył z góry w jej udo, tuż obok wilgotnej szpary. Syknęła, ale i tym razem nie usłyszał żadnego słowa skargi. Pochylił się i pociągnął za łańcuszek, który przytrzymywał jej i tak już nabrzmiałe sutki. W tym samym momencie uderzył otwartą dłonią w jej pośladki. Całkowicie panował na sytuacją Podszedł do fotela i usiadł wpatrując się w jej ciało. Wygięte, czekające na kolejne doznania i będące tylko do jego dyspozycji. Uśmiechnął się sam do siebie i ponownie sięgnął do walizki. Wyjął nieduży korek analny i żel, który delikatnie rozprowadził na całej powierzchni żelowej zabawki. Nie musiał wstawać by sięgnąć do celu, więc ściskając na przemian jej pośladki wolną dłonią wprowadził korek do środka. Westchnęła głośno, jednocześnie otwierając się na więcej.
- Podoba ci się suczko? -spytał chcąc się upewnić. Nie odpowiedziała. Uderzył bez wahania paskiem ponownie zadając pytanie:
- Podoba ci się czy nie?
- Tak - wycharczała, starając się opanować głos, który drżał jej z podniecenia.
- To dobrze - powiedział - to dopiero początek. A na przyszłość odpowiadaj od razu na moje pytania - dodał po chwili.
Usiadł i nalał sobie wody mineralnej do szklanki. Zastanawiał się w którym kierunku ma się poruszać dalsza zabawa. Jeden rzut okiem na otwartą walizkę powiedział mu wszystko...

poniedziałek, 14 listopada 2011

...cd.

Nie pamiętała nic od momentu gdy wysiadła z samochodu do chwili, gdy znalazła się w pokoju swego tatusia. Stał w drzwiach i coś do niej mówił, lecz nie rozumiała tych słów. W końcu po uderzeniu w twarz dotarło do niej.
- Co jest z tobą dziewczyno? Ogłuchłaś?!
- Nie tatusiu. Przepraszam, ale straciłam na chwilę świadomość, to chyba przez to podniecenie - wyszeptała.
- Podniecenie powiadasz - warknął i chwyciwszy ją mocno za włosy przyciągnął do siebie. W tym samym momencie poczuła jak Jego palce wślizgują się do jej buchającego żarem wnętrza. Jęknęła i kolejny raz tego wieczoru poczuła zawrót głowy. Mocne szarpnięcie ponownie przywołało ją do rzeczywistości.
- Och, przepraszam tatusiu.
- Nie ma przepraszam - powiedział twardo i zmusił ją do uklęknięcia.- Mów jak spędziłaś ten miesiąc beze mnie.
Spojrzała na Niego błędnym wzrokiem i zaczęła zdawać relację. Dzień po dniu, godzina po godzinie. Od czasu do czasu podchodził do niej i pociągając ją za włosy zmuszał żeby spojrzała mu w oczy. Wtedy padało pytanie:
- Czy to wszystko jest prawdą?
- Tak tatusiu - odpowiadała.
- Czy aby na pewno o wszystkim mi powiedziałaś?
- Tak, powiedziałam o wszystkim.
Wtedy puszczał jej włosy i siadał w swoim ulubionym fotelu wciąż słuchając jej relacji.
Gdy skończyła, pozwolił jej wstać z klęczek.
- Idź się wykąp. Czeka nas długi wieczór.
Bez słowa pozbierała swoje rzeczy i ruszyła do łazienki. Gorąca woda powoli napełniała wannę. Wolno i z rozmysłem zrzucała swoje ubrania. Momentami miała wrażenie, że jest przez Niego obserwowana, ale gdy się obracała nikogo w drzwiach nie było. Gdy weszła w końcu do wody z pokoju dał się słyszeć głos:
- Masz dwadzieścia minut i ani sekundy więcej!
Zaczęła się myć a przez jej głowę przetaczały się setki myśli związanych z dzisiejszym wieczorem.

***

Gdy tylko weszła do łazienki zaczął powoli wprowadzać swój plan w życie. W końcu układał go przez cały miesiąc, więc nie powinno nic zawieść. Rozstawił na środku pokoju ławę, która dotychczas stała pod ścianą i nakrył ją miękkim, akrylowym kocem. Do każdej z nóg przywiązał linkę pozostawiając wolne końce na podłodze. Ława skierowana była jednym szczytem w stronę fotela, natomiast drugi szczyt skierowany był w stronę lustra, które przeniósł z przedpokoju. W ten sposób będzie miał pełen wgląd w sytuację. Spojrzał na zegarek.
- Pozostało ci pięć minut córeczko - przypomniał.
- Tak tatusiu, już kończę - usłyszał w odpowiedzi. W tym czasie obok ławy położył swoją podręczną walizkę i ustawiając odpowiednią kombinację szyfru otworzył ją. Wszystko było na swoim miejscu. Uśmiechnął się do siebie i puszczając wieko rozsiadł się w fotelu.
- "Mam nadzieję, że spodoba ci się to, co dla ciebie mam suczko"  - przemknęło mu przez myśl. Jeszcze jeden rzut okiem na zegarek. Zostało niecałe dwie minuty. Chwycił pilot telewizyjny i włączył kanał informacyjny. Zbliżała się jego chwila, a on znów będzie mógł być w  swoim żywiole...

czwartek, 3 listopada 2011

...cd.

Miesiąc czasu minął jak z bicza strzelił. Jadąc na dworzec zastanawiał się czy będzie na niego czekać. Nerwowo spoglądał na zegarek, klnąc w duchu na miejskie korki. Zostało mu niecałe dwadzieścia minut, a od dworca dzieliło go jeszcze pół miasta. Telefon milczał jak zaklęty. Już nie pamiętał kiedy otrzymał ostatnią wiadomość od swojej córeczki. Za oknami powoli zapadał zmierzch i zapowiadało się, że znowu spadnie śnieg. Podkręcił klimę na grzanie i ruszył spod świateł. W myślach układał sobie, jak będzie wyglądało ich ponowne spotkanie. Nie dopuszczał przecież myśli, że mogłoby jej nie być. Znowu spojrzał na zegarek. Dziesięć minut. Gdzieś z boku jakiś kierowca nie wytrzymał i zaczął trąbić na poprzednika, że zaspał na światłach i nie ruszył od razu na zielonym. Gdzieś w tym wszystkim była ona. Jego przybrana córka. Kto wie, może czeka tam zmarznięta, a może jest wilgotna i gotowa. W ogóle nie zwracał uwagi na inne piękne kobiety, które przemykały po chodnikach. Jeszcze nigdy nie czuł takiego głodu jak dziś. Sam się sobie dziwił. Nie zauważył nawet jak jadące przed nim auto zaczęło hamować...

Uderzenie nie było zbyt silne, ale jednak nastąpiło. Włączył światła awaryjne i wysiadł na zewnątrz. Z uderzonego pojazdu wysiadła drobna i nie kryjąca zdenerwowania blondynka. Tego się nie spodziewał. Stanął jak wryty. Gdy podniosła oczy i ujrzała jego wyraz twarzy, roześmiała się w głos i z okrzykiem "tatusiu" rzuciła mu się na szyję. Nie oponował i objął dziewczynę chłonąc jej zapach. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ich auta stoją na środkowym pasie i blokują ruch.
- Wystarczy - delikatnie odepchnął ją od siebie - musimy zjechać z ulicy.
- Tak tatuś - przytaknęła ochoczo i wsiadła do auta.
Wrócił do wnętrza swojego samochodu wciąż czując jej zapach. Uruchomił silnik i ruszył za nią. Ujechali około trzystu metrów, zanim znaleźli dogodne miejsce dla dwóch aut na poboczu. Wysiadł ponownie i ruszył obejrzeć szkody. W jej aucie nic poważnego się nie stało, natomiast on miał pęknięte oba reflektory i lekko pogiętą maskę.
- Mocno uszkodzone? - dał się słyszeć jej głos.
- Da się jechać skarbie. Nic się nie stało. A tak na marginesie to dokąd jedziesz?
- Już zapomniałeś? - spytała - jadę na dworzec. Właśnie za chwilę mam spotkanie z tobą.
- Prawda - roześmiał się sprawdzając godzinę - masz całkowitą rację.
Przyciągnął ją do siebie i pocałował.
- Cieszę się, że cię widzę córeczko - powiedział.
- Ja też się cieszę tatusiu - szepnęła i jeszcze mocniej wtuliła się w niego - bardzo mi ciebie brakowało.

środa, 2 listopada 2011

...

Wracając z pracy zastanawiał się jak to wszystko ogarnąć. Zły szedł wprost do hotelowego pokoju.
- Cześć tatusiu - usłyszał.
- Cześć córeczko. Pakuj się.
Spojrzała na niego zdziwiona.
- Czy coś się stało?
- Owszem. Wyjeżdżam na miesiąc w delegację i nie możesz tu zostać.
-Na miesiąc? - jej oczy wyrażały szczere zdumienie.
- Niestety. Jak wrócę to się odezwę. Tymczasem bądź grzeczna i nie szukaj wrażeń.
- Ależ tatko...- zaczęła się bronić.
- Zamilcz i pakuj się! Wychodzimy za pięć minut.
Tak jak stała, tak się szybko spakowała i po chwili zjeżdżali windą na dół. Był zły na siebie, widząc w jakim stanie jest jego córeczka, ale w tym momencie nie było mowy o jakiejkolwiek odrobinie słabości. Wiedział o tym dobrze i zaciskając zęby, wsadził ją do samochodu i odwiózł na dworzec.
- Zapamiętaj! Za miesiąc o tej samej porze w tym miejscu masz na mnie czekać! Jeśli się nie pojawisz, to będzie twoja sprawa. Zrozumiałaś?
- Tak - wyjąkała ze łzami w oczach. Wyglądała w tym momencie jak maleńka bezbronna istotka, która mogła się rozpaść w każdej chwili, ale dobrze wiedzieli, że da sobie radę.
Zamknął drzwi i odjechał w sobie tylko wiadomym kierunku. W lusterku wstecznym widział jak patrzyła za odjeżdżającym autem. Nie znosił tego typu pożegnań, ale wiedział dobrze, że tylko tak ich relacje mogły przetrwać.
- Zero sentymentów - powiedział pod nosem i docisnął pedał gazu.
Po kilkunastu minutach dał się słyszeć sygnał przychodzącej wiadomości. Spojrzał na ekran:
- "Zawsze będę na ciebie czekać tatusiu. Pamiętaj, że jestem tylko twoja."
- " Da sobie radę" - uśmiechnął się do siebie  i zmienił bieg na niższy, aby wyprzedzić kolumnę ciężarówek..

czwartek, 11 sierpnia 2011

Nowy dzień, nowa nadzieja

Ile czasu upłynęło nie wiedziała. Obudziła się w łóżku czując bliskość swego taty. Nie chcąc Go budzić obróciła się na bok i podkładając poduszkę pod głowę wtuliła pośladki w jego łono, by dalej zasnąć. Czuła jego oddech na karku i członka na tyłku. Za oknami, pomimo późnej nocy wciąż było słychać szum przejeżdżających samochodów. -"Nie ma to jak miasto" - pomyślała -"ono nigdy nie zasypia". Zamknęła oczy i powoli pogrążyła się we śnie.

***

Gdy się obudził, zauważył, że jest sam. Odrzucił kołdrę na bok i usiadł na łóżku rozglądając się w poszukiwaniu dziewczyny. Wstał i zbliżył się do drzwi łazienki. W środku nikogo nie było. Nie było także nigdzie jej ubrań, lecz kosmetyki leżały na półce pod lustrem.
-"Gdzie ona jest do cholery?"- pomyślał.
W tym czasie dał się słyszeć dźwięk przekręcanego klucza w zamku i po chwili, po cichutku na palcach weszła do pokoju.
- Gdzie byłaś? - spytał miękkim głosem.
-Nie gniewaj się tatusiu - odpowiedziała  - byłam zrobić zakupy, aby uszykować śniadanie.
- Nie jadam śniadań! - podniósł głos, lecz widząc jej usta układające się w podkówkę dodał - ale dziś chętnie je zjem. Co to będzie? - zapytał.
- Niespodzianka - twarz dziewczyny rozchmurzyła się. Ucałowała Go w policzek i ruszyła żwawo, aby przygotować śniadanie. Włączyła też czajnik na poranną kawę i nucąc zabrała się zasmarowanie pieczywa.
-Skoro niespodzianka, to idę wziąć prysznic i nie będę przeszkadzał - powiedział biorąc ręcznik.
- Będziesz zadowolony tatko.
Uśmiechnęli się do siebie, a On pocałował ją w policzek i udał się do łazienki. Bez pośpiechu odkręcił wodę i puścił strumień wody. Przejrzał się w lustrze. Ciało niczego sobie. Niewielki brzuszek, ale ani jemu ani jej to nie przeszkadzało. Pomimo swojego wieku czuł się wciąż jak dwudziestolatek. Wskoczył do wanny i namydlił ciało żelem. Z pokoju dobiegł go głos.
- Czy zalewać już kawę czy poczekać?!
- Poczekaj! Lubię gorącą!
- Dobrze, poczekam! Śniadanie już gotowe!
-"Szybka jest" - uśmiechnął się do siebie i przywołał w myślach wydarzenia z wczorajszego popołudnia. Na samą myśl dostał mocnego wzwodu. Czym prędzej się umył i zaczął wycierać ciało ręcznikiem.  Z pokoju dobiegło go nucenie.Owinął się ręcznikiem i wszedł do pokoju. Jego oczom ukazał się zadziwiający widok.
Na stole leżała jego przybrana córcia. Cała naga. Na jej brzuchu leżały kanapki, a między dorodnymi piersiami stał kubek z zasypaną kawą.
-Śniadanie na stole tatusiu - uśmiechnęła się.
- A co z moją kawą? - spytał.
- Możesz ją zalać. Woda przed chwilą się gotowała.
- Na Tobie? - zapytał zdumiony.
- Tak, poproszę - odparła z wyraźnym westchnieniem.
Chwycił czajnik i ostrożnie zaczął nalewać wrzątek do kubka. Uważał, aby nie poparzyć jej ciała, gdyż nie lubił śladów, a tym bardziej od wrzątku. Cały czas nie przestawał jej obserwować. Jej sutki sterczały z podniecenia. Widać było, że ciepło z kubka zaczęło przechodzić na jej ciało, ale nie skarżyła się. Jej oddech wyraźnie przyśpieszył.
- Wszystko w porządku? - spytał z nieukrywaną troską w głosie.
- Tak tatusiu - odparła ciężko - wiesz, że lubię gorące rzeczy - uśmiechnęła się.
Usiadł i posłodził sobie kawę. Jej zapach rozchodził się po całym pokoju pobudzając do życia. Mieszając obserwował jak nerwowo oblizywała sobie usta. Piersi wyraźnie robiły się czerwone w miejscach gdzie dotykały porcelany. Podniósł kubek i zbliżył do ust upijając łyk i obserwując czerwony ślad na jej delikatnej skórze. Wyciągnął dłoń i dotknął jej piersi. Były ciężkie. Powoli przesunął rękę w stronę gorącego miejsca i nie przestając patrzeć na jej twarz zaczął je masować kolistymi ruchami. Po kilku chwilach sięgnął po leżącą na brzuchu kanapkę.
- Szkoda by było takich pyszności - to mówiąc wgryzł się w kromkę.
Nic nie mówiąc uśmiechnęła się tylko i przymknęła oczy. Widać było jak walczy z podnieceniem, które zaczynało ją ogarniać.Jadł kanapki w milczeniu, popijając je kawą i nie przestając jej obserwować. Od czasu do czasu dotykał jej brzucha, piersi, sutków i odkładał kubek pomiędzy piersi na kilka chwil, by zaraz po tym znów go podnieść.
- Dziękuję za miłe śniadanko. Jak nigdy bardzo mi smakowało.
Uśmiechnęła się, leniwie przeciągając się niczym kotka. Ojciec za coś dziękował. Była szczęśliwa. Przeważnie to ona zawsze dziękowała, a tu masz, ktoś doceniał jej starania. Poczuła jego dłoń na wewnętrznej stronie ud. Nie oponowała. Wręcz przeciwnie rozsunęła je szerzej otwierając się dla Niego.
- Nie teraz -cofnął dłoń - spóźnię się do pracy - to mówiąc zrzucił z siebie ręcznik i zbliżył się do krzesła na którym miał przygotowane ubranie.
Westchnęła i podniosła się ze stołu. Wzięła kubek i poszła go od razu umyć. Po chwili poczuła jak Jego dłonie zaciskają się na jej piersiach, a usta wgryzają się delikatnie w szyję.
- Spóźnisz się tatusiu - powiedziała ściszonym głosem.
- Świat się beze mnie nie zawali jak minie dziesięć minut - powiedziawszy te słowa wszedł w nią jednym pchnięciem. Była taka wilgotna jak zawsze. A przecież miał ją dopiero drugi raz, a już miał wrażenie, że znają się iks czasu. Tym razem kochał ją delikatnie. Wspierała się na umywalce starając się wypiąć aby jak najgłębiej móc czuć Jego członka. Delikatnie gryząc ją w szyję i ściskając piersi kochał ją bez pośpiechu. Nie trzeba było długo czasu jak poczuł, że dochodzi. Miała wyczucie sytuacji, bo delikatnie odepchnęła go od siebie i obracając się szybko kucnęła biorąc kutasa w usta. Ssała jak niemowlę i patrzyła na Niego tymi swoimi dużymi oczami. Jego ciało zesztywniało i prężąc się dał ujście swojemu nasieniu.
- Nie połykaj! - powiedział wyciągając członka z jej ust.
Spojrzała na niego zdziwiona.
- Wstań! - rozkazał.
Wstała posłusznie, a On chwytając jej włosy przyciągnął ją mocno do siebie i namiętnie pocałował. Jego język wirował w jej ustach. Ślina mieszała się ze spermą. Pierwszy raz spotykała takiego mężczyznę co nie bał się swojego nasienia. Przytuliła się niego najmocniej jak umiała. Ten dzień się dopiero rozpoczynał...

piątek, 5 sierpnia 2011

Nowy dzień, nowa nadzieja

Woda w wannie ostygła już całkowicie.Wyciągnęła korek i poczekała aż zleci, a gdy to nastąpiło,ponownie ją umyła. Powoli i z namaszczeniem wycierała swoje ciało miękkim ręcznikiem, który dostała wczoraj od Niego. Powiesiła go do wyschnięcia i poszła do pokoju. Podobało jej się tu. Przystanęła przy biurku wyobrażając sobie co widziało ono do tej pory. Uśmiechnęła się w myślach sama do siebie i usiadła na brzegu łóżka lekceważąc fakt, że była naga. W tym właśnie momencie usłyszała klucz w zamku. Odruchowo okryła się dłońmi spoglądając w stronę drzwi. Na ubieranie się było już za późno. Po chwili otworzyły się cicho i stanął w nich On. Zatrzymał się w progu rozglądając się dokoła i pochylił się by podnieść pozostawioną przez kobietę karteczkę. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
- Dzień dobry - powiedział chłodno, a barwa jego głosu nie wskazywała, że jest zadowolony.
- Dzień dobry tatusiu - odpowiedziała opuszczając dłonie i ukazując bezwstydnie swoje piersi.
- Dlaczego się nie ubrałaś?-zapytał i nie pozwalając jej odpowiedzieć dodał - I co ta pieprzona karteczka robiła pod moimi drzwiami? Miałem się o nią przewrócić? - błyskawicznie znalazł się przy niej i trzasnął ją w twarz.
- Co ty sobie myślisz suko? Że ja się wszystkim zajmę?
Łzy napłynęły jej do oczu. Wiedziała, że zawiodła i, że to całe sprzątanie nie zostanie docenione.
- Przepraszam- próbowała powiedzieć coś więcej, ale wiedziała, że każde kolejne słowo tłumaczenia ją tylko pogrąży.
- Na kolana suko!
Upadła przed nim na kolana czekając na zasłużoną karę.
- Liż moje stopy! Całuj je!
Wykonywała komendy automatycznie i bez zastanowienia.
Chwycił ją za włosy i podniósł z klęczek.
- Dlaczego mi to robisz? - syknął patrząc jej prosto w oczy - na kolana!
Opadła z powrotem na kolana. Otworzył swoją aktówkę i wyciągnął z niej piękną, skórzaną obrożę. Podszedł do niej i zapinając ją na jej szyi powiedział.
- Teraz zrozumiesz co zrobiłaś! - to mówiąc podpiął smycz i zaczął ją ciągnąć po pokoju. Szła za Nim posłusznie na czworaka. Od czasu do czasu przystawał i wymierzał jej uderzenia smyczą. Razy spadały głównie na obolałe jeszcze pośladki, ale zdarzało się, że i na plecy. Zagryzając wargi starała się powstrzymać łzy, które leciały jej z oczu. Po kilkunastu minutach takiego chodzenia i bicia przystanął przy fotelu i przyciągnął ją do siebie.
- Ściągnij ze mnie te łachy - powiedział odpinając smycz.
Posłusznie zaczęła Go rozbierać, starając się wykonać polecenie jak najsprawniej. Gdy został w samych slipach, zatrzymała się tracąc pewność czy one też miały być zdjęte. Szarpnięcie za włosy i uderzenie w twarz szybko jej uświadomiło, że chodziło Mu o wszystko. Zdjęła slipy uwalniając nabrzmiałego i sporych rozmiarów kutasa. Chciała się do niego przytulić, ale końcem sił się powstrzymała. Niepotrzebnie jednak to czyniła, bo po chwili silnym uchwytem przyciągnął ją do niego.
- Otwieraj usta szmato!
Zrobiła co kazał. Brutalnie, centymetr po centymetrze wdzierał się w jej usta, przechodząc głębiej do gardła i sprawiając, że z trudem łapała oddech. Po chwili zaczął ją ruchać. Każdy ruch sprawiał, że miała odruch wymiotny, jednak ostatkiem sił zdołała to uczucie powstrzymać. Po kilku minutach poczuła jak Jego ciało zastyga w bezruchu a gorąca i słodka sperma zalewa jej gardło. Połknęła absolutnie wszystko. Kochała zaspakajać swojego Pana zapominając o swoich potrzebach. Była nikim. Suką, szmatą i kurwą do pierdolenia, lania i spełniania zachcianek swojego Pana.Sama go wybrała na ojca. Puścił jej włosy i wyciągnął wciąż nabrzmiałego członka.
- Obróć się i wypnij dla mnie! -rozkazał.
Zrobiła co kazał. Po chwili poczuła jego dłoń na czerwonych od uderzeń pośladkach. Do tej pory nie zastanawiała się jak była mokra.Gdy ją dotknął cała już płonęła. Jego palce bez trudu weszły w jej pulsującą pizdę. Roztarł jej soki po tyłku, wciskając kciuk w odbyt. Mimowolnie się cofnęła, lecz silne szarpnięcie za włosy przywołało ją do porządku. Powoli naciskał ponownie używając jej niekończących się soków do nawilżenia ciasnego otworu jej dupska. Starała się rozluźnić, choć nie było to łatwe. W tym właśnie momencie Jego kutas jednym pchnięciem znalazł się w cipie. Zaczął ją pierdolić trzymając za włosy i uderzając wolną ręką w pośladki, od czasu do czasu zanurzając palec lub palce w anusie. Zaczęła czerpać tak upragnioną i wyczekiwaną przyjemność. Nie czuła wstydu, kochała to. Pochyliła się do przodu jeszcze bardziej wypinając się dla Niego. Chciała Go czuć jak najgłębiej tylko można było. Nawet nie wiedziała kiedy, gdy wyszedł z jej pizdy i naparł na otwór w dupie, który o dziwo nie stawiał żadnego oporu wpuszczając do środka napięty i twardy jak skała mięsień. Oczy zaszły jej mgłą i powoli aczkolwiek nieuchronnie zaczęła się zbliżać do szczytu. - Jeszcze trochę i odlecę - przemykało jej przez głowę. W chwilę później straciła kontrolę nad swoim ciałem.Wiła się z rozkoszy, czując jak On wciąż ją pieprzy na zmianę w dupsko i w cipę. Po kilkunastu mocnych pchnięciach poczuła jak ciągnie ją za włosy i jak wdziera się ponownie do jej gardła. Nie oponowała. Wessała kutasa najgłębiej jak tylko mogła i przyjęła nasienie do środka. Przełknęła i opadła bez sił na podłogę. Leżała tak skulona i rozedrgana, a przez mgłę widziała jak jej tata resztkami sił usiadł na fotelu. Czuła, że był zadowolony i cieszyła się jak dziecko. Było tak, jak sobie zawsze marzyła. Czuła się spełniona w tej roli i za nic w świecie by jej nie zmieniła...

Nowy dzień, nowa nadzieja

Gdy skończyła jeść, pozmywała naczynia i zajrzała pod zlew. Środki czystości jakie mogły być jej potrzebne znajdowały się właśnie w tym miejscu. Wyciągnęła wszystko na środek łazienki i zaczęła wybierać to, co będzie jej potrzebne. Pierwsze co zrobiła to umyła okna, których nie myto chyba już od dłuższego czasu. Następnie pościerała wszystkie kurze, które po umyciu okien okazały się jeszcze bardziej widoczne. Najtrudniej było domyć jej ślady po szklankach, które pomimo jej starań nadal pozostawały na meblach, choć tym razem były mniej widoczne. Wyciągnęła odkurzacz i poodkurzała pokój i przedpokój, poukładała naczynia na suszarce i podlała nieco zwiędnięte storczyki. Pokój lśnił i pachniał czystością. Będąc zadowolona ze swojej dotychczasowej pracy ruszyła w stronę łazienki. W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi i ktoś szarpnął za klamkę.
- Panie Robercie, jest pan tam? - dał się słyszeć kobiecy głos - przesyłka dla pana.
Serce waliło jej jak oszalałe, lecz nie poruszyła się by nie robić hałasu.
- Panie Robercie, niech pan otworzy - kobieta znowu zapukała i szarpnęła za klamkę. Gdy po kolejne próbie nie uzyskała odpowiedzi, przez szparę pod drzwiami do pokoju została wsunięta karteczka. Poczuła wielką ulgę, lecz postanowiła odczekać jeszcze chwilę, obawiając się, że może jeszcze ktoś stać pod drzwiami. Gdy nic się działo, powoli krok po kroku weszła do łazienki ignorując leżącą pod drzwiami kartkę papieru.. Pomimo, że okna były pootwierane, jej ciało było mokre od potu. Rozebrała się pozbywając się nawet bielizny i zabrała się za sprzątanie łazienki. Szorowała dokładnie każdą płytkę na ścianie, potem lustro, umywalka, wanna, sedes i podłoga. Najgorzej było jej doszorować wannę, która nie była pierwszej młodości. Gdy skończyła, postanowiła napuścić wodę i wziąć kąpiel. Woda, którą napuściła była ledwo ciepła, ale tego było jej teraz potrzeba. Wczoraj stłuczony tyłek szybko wracał do siebie. Uśmiechnęła się sama do siebie i oddała się zabiegom pielęgnacyjnym... Czas mijał szybciej niż chciała, choć z drugiej strony cieszyła się, bo niedługo powróci z pracy On, jej nowy opiekun, jej tatuś...

czwartek, 4 sierpnia 2011

Nowy dzień, nowa nadzieja

Kiedy się obudziła stwierdziła, że jest sama. Z początku przeraził ją ten fakt, jednak gdy się podniosła z łóżka ujrzała karteczkę na szafce przy łóżku. Chwyciła ją szybko chcąc wiedzieć co tam zostało napisane.
- "Droga córeczko - pisał tata - wychodzę do pracy i wrócę późno. Możesz u mnie zostać lub też iść do domu, zostawiając klucze w recepcji. Gdy zostaniesz, będzie to oznaczać, że jesteś gotowa na dalsze etapy nauczania i jesteś w pełni tego świadoma. Jeśli jednak czujesz się przerażona i nie masz pewności czy podołasz tej służbie, lepiej od razu wyjdź i zamknij za sobą te drzwi." Przetarła jeszcze raz oczy ze zdumienia. On, jej ojciec, dawał jej prawo wyboru. Nie miała zamiaru uciekać, pomimo, że jak na pierwszy raz to dostała niezłe lanie i tyłek wciąż był obolały. Przy Nim czuła się szczęśliwa, spełniona i co najważniejsze miała poczucie bezpieczeństwa.
-"Postanowione - pomyślała - zostaję i już."
Wstała z łóżka, a jej dorodne piersi zakołysały się. Podeszła do dużego lustra, które było pomiędzy pokojem a łazienką i dotknęła pośladków. Były czerwone, ale nie było śladów krwi. Głaskała się z namaszczeniem czując dreszcze na samą myśl o przebiegu wczorajszego dnia. Poczuła jak robi się wilgotna, cholernie wilgotna. Potrzebowała teraz porządnego rżnięcia, lecz była przecież sama. Nie miała pewności, jak zachowa się jej nowy ojciec po powrocie z pracy. Dotknęła ręką cipy i zaczęła się pieścić.
- "Stop! - czerwone światełko zapaliło się w jej głowie - co powie ojciec jak się dowie?" Drżąc na całym ciele z podniecenia weszła do łazienki przerywając pieszczoty. Na półce pod lustrem leżała kolejna karteczka. Wzięła ją do ręki, usiadła na sedesie i zaczęła czytać.
-"Skoro już tu jesteś, to znaczy, że zostałaś. Podoba mi się Twoja postawa suczko!" - przełknęła ślinę i czytała dalej - "Jak zapewne już zdążyłaś zauważyć, pokój i cała reszta domaga się porządku. Wszystkie potrzebne środki czystości masz pod zlewem, tu w łazience. Jak wrócę, wszystko ma lśnić. A jeśli się spiszesz, to być może zabiorę Cię w ciekawe miejsce. Baw się dobrze, lecz nie waż mi się dotykać! Jedzenie jest w szafce. Musi Ci wystarczyć córeczko." Poczuła parcie na pęcherz. Gdy gorąca struga moczu rozbryzgiwała się po ściankach muszli, poczuła niesamowitą ulgę...
Dopiero teraz rozejrzała się po pomieszczeniach. Wszędzie była warstewka kurzu i ślady po szklankach. Pozwoliła sobie otworzyć jedną z szaf. Wszytko pięknie poukładane lub też powieszone na wieszakach. Rozmarzyła się i pogłaskała pierwszą z brzegu koszulę. To były Jego rzeczy. Zamknęła szafę i poszukała jedzenia. Muesli z owocami i mleko. -"Dobre i to" - pomyślała i uszykowała sobie śniadanie...

środa, 3 sierpnia 2011

Spotkanie cz.4

Zanurzona po szyję w wodzie starała się zapomnieć o bólu, jaki sprawiał jej obity tyłek. Woda delikatnie zmywała z niej zmęczenie i przynosiła ukojenie zmysłów. Zamknęła oczy...obudziło ją mocne szarpnięcie za włosy i chłodny, podniesiony głos ojca.
- Czy Ty wiesz ile minęło czasu?
- Nie wiem tatusiu - odpowiedziała szczerze.
- Minęło dokładnie trzydzieści minut i dwanaście sekund - odparł - wyłaź z wanny. Za piętnaście sekund widzę cię w pokoju - to powiedziawszy wyszedł, zostawiając przestraszoną dziewczynę. Wyskoczyła szybko z wanny i próbując się nieudolnie owinąć ręcznikiem wybiegła z łazienki.
- Po co ci ten ręcznik?- spytał.
- Nie wiem - odparła rozbrajająco.
- To zrzuć go z siebie - powiedział - podejdź do mnie - dodał po chwili.
Zbliżyła się w napięciu a myśli niespokojnie krążyły jej po głowie.
- Boisz się?
- Nie boję.
-To dobrze. Mnie nie musisz się bać. To mówiąc pogładził jej brzuch, piersi i lewy policzek. Poddała się i rozluźniła.
-Połóż się spać - wskazał jej ręką łóżko - na dziś wystarczy córeczko.
Przez jedną małą chwilę chciała zadać pytanie, czy On też się z nią położy, ale ugryzła się w język i udała we wskazane miejsce.
- Nie przykrywaj się, bo jest ciepło - powiedział łagodnym już głosem - chcę cię widzieć - to mówiąc ściszył telewizor i usiadł w miękkim fotelu obserwując ją i od czasu do czasu zerkając w stronę szklanego ekranu. Zamknęła oczy i powoli zasnęła, czując się bezpieczna i spełniona w roli, jaką przyszło jej teraz grać.

Spotkanie cz.3

Szum wody dawno ustał, a ona dalej trwała na klęczkach. Gdyby ktoś wszedł teraz do pokoju, zapewne stanąłby jak słup soli na widok spuchniętego i czerwonego dupska, wypiętego bezwstydnie w jego stronę. Nie wiedziała gdzie On jest i co teraz może robić. Czas mijał. Czy minęło pięć minut, czy dwadzieścia, nie wiedziała. Straciła poczucie czasu odkąd przekroczyła próg tego pokoju. W pewnym momencie poczuła lekki zapach męskich perfum. To On. Był w pokoju  gdzieś tuż obok. Milczał. Zesztywniała w napięciu i czekała posłusznie na zapowiedzianą karę. Po dłuższej chwili chwycił ją łagodnie za włosy i bez słowa pociągnął w górę, w ten sposób zmuszając ją do siadu na piętach. Zdjął jej opaskę z oczu i powiedział.
- Nie myśl sobie, że jestem miękki córeczko. Karą będzie to, że nie dostaniesz dziś swojej nagrody.
Kamień spadł jej z serca i rozpłakała się nie wiadomo z jakiego powodu.
- Dziękuję tatusiu.
- Za co mi dziękujesz? - spytał łagodnym głosem nie puszczając jej włosów.
- Za wymierzenie kary i lekcję pokory.
- Hmm - westchnął - w porządku. Wiedział doskonale, że teraz najlepszą dla niej rzeczą byłoby przytulenie do niego, ale uznał, że jeszcze nie nadszedł ten moment. Podniósł ją z podłogi puszczając włosy i podając ręcznik powiedział, że pozwala skorzystać jej z łazienki przez trzydzieści minut. Idąc do niej, kątem oka spostrzegła, że upłynęły już dwie godziny od czasu, gdy weszła do hotelowego pokoju. Dla niej była to chwila. Przecież dopiero co odbyła karę. Niby dwadzieścia pięć pasów, ale wszystko rozłożone w czasie i z rozmysłem. Czuła, że zaczyna nowe życie i chciała je przeżyć przy boku swojego nauczyciela i ojca, którego sama świadomie wybrała. Zanurzyła się w wannie pełnej delikatnej piany. Pan przygotował jej kąpiel. Nie!!! Nie Pan, lecz TATUŚ, kochany tatuś dla swojej córki przygotował tę kąpiel. Rozpłakała się ponownie. Tym razem wiedziała, że są to łzy szczęścia...

Spotkanie cz.2

Powoli, nieśpiesznie wszedł do pokoju. - Pamiętasz "słowo klucz" ? - spytał.
- Tak, pamiętam - odpowiedziała.
- To dobrze, być może będzie nam potrzebne - uśmiechnął się i podszedł do dziewczyny. Otwartą dłonią pogładził jej policzek. Była piękna. Jej nagość nie podniecała go tak bardzo jak jej uległość i wiara w Pana.
- Uklęknij - rozkazał.
Przeszła z pięt na kolana.
- Pochyl się głębiej i wypnij tyłek - rozkazał naciskając jej plecy.
Gdy już to uczyniła usłyszała.
- Nie będę Cię wiązał, gdyż pokładam nadzieję, że będziesz mi posłuszna.
- Tak - odpowiedziała ciężko oddychając.
- Od tej pory liczysz każde uderzenie pasa na głos, jeśli się pomylisz zaczynamy od nowa. Rozumiesz?
- Tak tato - to był pierwszy raz, gdy nazwała go swoim tatą w realnym świecie. Te dwa słowa zawisły w powietrzu do momentu gdy nie spadło pierwsze uderzenie.
- Jeden - syknęła, krzywiąc się, bo nie spodziewała się aż tak silnego uderzenia - dwa, trzy, cztery...nastała chwila ciszy. Podszedł do niej i chwycił za włosy podnosząc jej głowę do góry tak, że musiała się podnieść na dłoniach, żeby ich jej nie wyrwał.
- Grzeczna córeczka - to mówiąc puścił ją pozwalając jej opaść z powrotem na podłogę.
Klęczała z wypiętym dupskiem, które piekło ją solidnie, a przecież to był dopiero początek kary. Do końca pozostało jeszcze całe dwadzieścia jeden pasów. Po chwili poczuła uderzenie dłonią.
- Pięć - wydusiła z siebie, by po chwili zrozumieć swój błąd.
- Jakie pięć?! - powiedział chłodnym, podniesionym głosem - jakie kurwa pięć?!
- Ja, przepraszam - wyjąkała.
- Nie ma przepraszam! Zaczynamy od nowa, ale tym razem skup się!
- Tak tatusiu. Będę uważała.
Wytrzymała do dziesiątego uderzenia. Jej tyłek był już dość opuchnięty i czerwony od pasów, ale On nie pozwolił, żeby pojawiła się krew. Zresztą oboje nie lubili krwi. Wyczuła, że usiadł na fotelu i obserwował ją. Dawał jej chwilę wytchnienia, tak jakby wyczuwał, że doszła do kresu swojej wytrzymałości. Jej wiara pozostała niezachwiana, a po tym fakcie wręcz wzmocniła się. Włączył telewizor i dało się słyszeć głos spikera wiadomości, który mówił coś o kursie franka szwajcarskiego. Zaczęła słuchać tych słów, gdy poczuła uderzenie.
- Jedenaście - przez jej ciało przebiegł prąd. Bynajmniej tak to poczuła. Nie spodziewała się tego tak szybko. Jeszcze nie teraz.
- Dwanaście- syknęła z bólu.
Podszedł do niej i powiedział. - Usiądź na piętach.
Zrobiła co kazał. Jej cipa pulsowała wilgocią niczym wulkan, a dupsko piekło ją z bólu.
- Nie myśl o tym co czuje Twoje ciało - powiedział łagodnie - myśl o tym co czuje Twój umysł. Poddaj się temu, otwórz się - każde słowo działało na nią uspokajająco, a tembr działał niczym balsam na rany. - Klęknij - rozkazał.
Uklękła i starała się nie myśleć o swoim ciele, o tym, że tyłek palił, próbowała skupić się na swoich myślach, o tym, że po karze nastąpi nagroda, że nie nic ją nie boli, że zrobi dla Niego wszystko co On zechce, że chce być Jego córką, nawet tą udawaną i przybraną, ale tą jedyną, której On zawsze chciał.
- Trzynaście, czternaście - liczyła kolejne pasy. Poczuła jego wyjątkowo delikatne dłonie na pośladkach. Masował je pozwalając odejść pieczeniu skóry. Od czasu do czasu od niechcenia, zimną klamrą paska dotykał jej pulsującej kobiecości. - Piętnaście, szesnaście, siedemnaście - liczyła kolejne uderzenia, dziwiąc się, czy  to On uderzał ją coraz słabiej, czy też pokonała swoją słabość i uczyła się przyjmować ból. Przy dwudziestym pierwszym uderzeniu czuła już tylko dreszcz rozkoszy. Czerpała z bólu wyłącznie pozytywne aspekty. Oddychała ciężko, a uda ociekały jej sokami. Znów poczuła Jego dłonie, tym razem na piersiach. Ugniatał je cierpliwie, szczypiąc od czasu do czasu w sutki, które były tak nabrzmiałe z podniecenia, że można by nimi zrobić dziurę w kartce papieru. Gdy przyjęła ostatnie uderzenie pasem usłyszała.
- Grzeczna córeczka, zasłużyłaś na nagrodę.
Uśmiechnęła się, gdyż na nic więcej nie miała siły. Z trudem usiadła z powrotem na piętach. W tym momencie poczuła uderzenie w twarz.
- Kto Ci pozwolił usiąść?!
- Ja przepraszam - zaczęła się płaszczyć.
- Na kolana suczko!!! Już ja Ci pokażę przepraszam!!!
Opadła z powrotem na łokcie drżąc z przerażenia. Oczekiwała na uderzenie, które nie nadchodziło.W pokoju panowała cisza. Słyszała tylko swój ciężki oddech i telewizor. Nie widziała nic, bo opaska szczelnie zakrywała jej oczy. Słysząc szum puszczanej wody domyśliła się, że wyszedł do łazienki. Nie wiedziała jak zostanie ukarana, ale próbowała to sobie wyobrazić...

Spotkanie cz.1

Spotkali się w jednej z wielu Poznańskich knajpek...lecz nie o klimat tu chodziło...znali się z rozmów w wirtualnym świecie, ze zdjęć wysyłanych w mailach i mmsach, lecz dopiero dziś mieli się usłyszeć, spojrzeć sobie w oczy i zacząć prawdziwe życie w relacjach, jakie narzucili sobie na starcie...

Ona, młoda, o świeżej urodzie blondynka, ubrana tak jak się umówili na biało, w krótkiej spódniczce i bluzeczce.
On, starszy, zadbany, pewny siebie, ubrany na czarno, ciemny blondyn o niebieskich oczach.
Dosiadł się do jej stolika podając dłoń na powitanie. "Na więcej na razie nie zasłużyła" - pomyślał.
- Otwórz torebkę - powiedział krótko.
Otworzyła ją posłusznie i pokazała co ma w środku. Oprócz kilku podręcznych kosmetyków, dokumentów i portfela, były tam białe majteczki.
Tak jak się umawiali.
Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał jej głęboko w oczy. Czaiła się w nich ciekawość i uległość.
W porządku - powiedział i spytał - co pijesz?
- Colę zero - odpowiedziała cicho. - Nie zajrzysz pod spódniczkę?
- Po co? - odpowiedział zaskoczony, że śmiała się odezwać zwracając mu uwagę.
- No, żeby sprawdzić - odpowiedziała jeszcze ciszej.
- Wiesz dobrze, że gdybyś złamała umowę spotkała by Cię zasłużona kara. Nie muszę tego sprawdzać teraz, ale nie bój się, jeszcze zdążę - to mówiąc wstał od stolika i poszedł złożyć zamówienie.
Siedziała przy stoliku a w głowie przemykało jej tysiące myśli.
Powrócił po chwili i siadając powiedział.
- Za Twoją niesubordynację dopisuję kolejnych pięć pasów!
- Ale za jaką niesubordynację? - spytała, gryząc się w język. Jednak już było za późno.
- Właśnie za taką! - powiedział spokojnym, chłodnym głosem. Odzywasz się wtedy, gdy Cię o coś spytam. Gdy Cię nie pytam, MILCZYSZ - powiedział podkreślając ostatnie słowo. - Zrozumiałaś?
- Tak.
- To dobrze.
Po chwili kelner podał zamówione napoje. Prowadzili rozmowę, o ile można to było nazwać rozmową. Czas mijał, a ona coraz bardziej uświadamiała sobie, że to jest ten, na którego czekała, ten, któremu zależy i , który ma dla niej czas na naukę. Poczuła, że robi się coraz bardziej mokra. Nie wiedziała, czy to z gorąca czy z podniecenia, a może wiedziała...
Wyczuł, że dziewczyna się rozluźniła a patrząc na jej falującą niespokojnie pierś domyślił się jej myśli.
- Wychodzimy - rzekł krótko i wstał od stolika.
Spojrzała pytająco, lecz wstała posłusznie i ruszyła za nim.
Szli w stronę parkingu na którym stało jego auto. Zatrzymał się i bez pośpiechu wyjął kluczyki. Otworzył centralny zamek. Chwycił ją za ramię i popchnął w stronę drzwi pasażera. - Wsiadaj.
Wsiadła posłusznie czując jego wzrok na swoich pośladkach. Zajął miejsce za kierownicą i ruszył. Jechali powoli jak cała reszta. Na jednym z wielu skrzyżowań, gdy stanęli na czerwonym świetle powiedział.
- Podwiń spódniczkę.
Zrobiła posłusznie to o co prosił. Spojrzał w jej stronę. Była bez bielizny. Uśmiechnął się widząc jej posłuszeństwo.
- Włóż palec do środka. Włożyła drżąc na całym ciele.
- Smakuj się - padła kolejna komenda. Włożyła palec w swoje pełne usta i ssała go posłusznie. Ruszyli spod świateł.
- Włóż teraz dwa palce! Włożyła, a jej oddech stawał się ciężki.
- Teraz daj posmakować swemu Panu. Wyciągnęła niepewnie rękę. Wzrok jej stał się zamglony, gdy poczuła jak silnie wessał jej mokre od śluzu palce. Wypuścił je po dłuższej chwili.
 Jej dłoń bezwiednie opadła na siedzenie. Oddychała ciężko, a przecież jeszcze nic się nie stało.
Zatrzymali się pod hotelem. -Wysiadaj - powiedział stanowczo i wyszedł na zewnątrz. Był już wieczór i dało się wyczuć chłodny powiew. -Idziemy - powiedział nie oglądając się za siebie. Zaprowadził ją do windy i po kilkunastu sekundach stali przed drzwiami jego pokoju.
- Wejdź do środka i zapoznaj się z instrukcją, która jest na biurku. Ja wejdę tam za pięć minut.
Weszła do środka. Pokój był duży. Na środku pokoju rozłożona była kołdra, a na biurku pod oknem leżała kartka papieru. Podeszła szybko i zaczęła czytać.
- Rozbierz się, załóż opaskę na oczy, która leży na biurku i usiądź na piętach twarzą w stronę okna - dopiero teraz zobaczyła aksamitną czarną przepaskę - Twoje ubrania mają być ładnie złożone na biurku, czas płynie.
Dopiero teraz dotarło do niej, że zostały jej chyba trzy minuty. Ledwo usiadła na piętach, usłyszała jak ktoś wszedł do pokoju i zamyka za sobą dokładnie drzwi...

Potrzeby...

Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że zaczynamy się zastanawiać po co żyjemy, dla kogo i czy warto...odpowiedzi jest wiele, ale nie każdy umie je dostrzec lub też nie dopuszcza ich do siebie...zachowania te nie są rzadkością...
Często zastanawiam się nad tym, żeby spróbować je przekształcić na inną formę zachowań i wcielić w życie plan formowania...osoby o takich skłonnościach potrzebują silnej ręki, która nimi będzie kierować...która wskaże im drogę, nie zawsze prostą, częstokroć zawiłą i krętą, z dolinami i wzgórzami, morzami i oceanami, po przebyciu których osiągną upragniony cel...
Chęć osiągnięcia tego celu jest już połową sukcesu...


BDSM ...to nie jest sposób lecz filozofia życia...nauka o przeżywaniu jego pełną piersią, z jasno wytyczonym celem, regułami i zachowaniami...nie twierdzę, że to się sprawdzi w 100% przypadków, lecz można osiągnąć  sukcesy i prowadzić tego typu szkolenie...szkoła BDSM nie jest łatwa, ale potrafi przynosić wymierne korzyści obu stronom...


Uczymy się przez całe życie i tak głupi umieramy, czyż nie???

Więc po co się uczyć?
Odpowiedzi jest wiele, ale jedna jest najważniejsza.

NAUKA NADAJE ŻYCIU SENS I POZWALA JE PRZEŻYĆ BEZ OBAW O JUTRO, BO UCZĄC SIĘ W SZKOLE BDSM NIE MARTWISZ SIĘ TYM CO BĘDZIE JUTRO LECZ ŻYJESZ CHWILĄ W KTÓREJ WŁAŚNIE ISTNIEJESZ